Niechcący…

Jednak wyszłam na spacer. I dobrze. I nie umarłam po spacerze. Może dochodzę jako tako do siebie? Odważyłam się pójść tylko dlatego, że moje własne cztery ściany darły się do mnie w niebogłosy. Chaotycznym wrzaskiem. Pojedynczymi okrzykami ryjącymi zmysły. Przebodźcowały mnie. Ściany. Książki. Telefon. Kolorowe zakładki do książek. Talerze. Widelce. Nadpleśniałe jabłko. Nadmiar. Niedobór. Pustka. Przepełnienie.

Czytaj więcej „Niechcący…”