When the sun is up…

Chyba wpis o bezsenności byłby całkiem na miejscu… tylko nigdy nie chce mi sie włączać kompa, a na telefonie jakoś o tej 3 w nocy nie pisze się najlepiej…

Ptaki śpiewają, mam wschodnie okno. Już przed 3 było widać jaśniejące niebo. Uwielbiam noce czerwcowe. Właśnie dlatego, że co dzień widzę, że dzień jest dłuższy, a noc krótsza. Nigdy nie lubiłam nocy. Nigdy nie doceniałam snu. Zawsze brakowało mi czasu. Zawsze ta noc była potrzebna. Żeby zdążyć. Żeby przeczytać. Żeby porozmawiać. Żeby się uczyć. Bo ja nie umiałam, jak inni. Zawsze czułam się głupsza. Gorsza. Zawsze chciałam więcej. A może te dziury w koncentracji to właśnie był brak snu…

Przecież ja jutro padnę… jak się śpi? Jak się zasypia? Jak to było, że kiedyś po prostu przychodził sen…?

Kiedyś byłam przytulona. I fizycznie i emocjonalnie. Ale teraz zostało nic. Puste łóżko.

Chciałam napisać, że przynajmniej nikt mnie nie budzi zmieniając pozycję… Ale jakie to ma znaczenie, skoro i tak nie śpię…?
.
.
.
.
.
When the sun is up
And a world is awake
And the birds are singing in the morning…