O mnie

Kim jestem?

Kobietą. Chyba jeszcze dość młodą. Mam normalne, stosunkowo popularne imię. Tylko jedno. Drugie z bierzmowania. To drugie zawsze podobało mi się bardziej.

Mam cudownego syna. Mam cudownego męża. Bardzo kochającego i wspierającego, który jest ze mną pomimo. Pomimo wszystkiego, co się ze mną działo. Pomimo tego, że byłam i jestem dla niego prawdziwym Krzyżem. Każdemu życzę takiej miłości. Mam wyjątkowe szczęście.

Jestem osobą wysoko wrażliwą. Zawsze widziałam drugie dno. Zawsze czułam mocniej. Zawsze byłam tą „delikatną”, tą „przewrażliwioną”, tą „przesadzającą”. Teraz już wiem, że to moja cecha osobowości. WRODZONA. Uczę się jej na nowo. Uczę się nie ulegać presji „silniejszych”. Uczę się ją kochać i akceptować. I z niej korzystać.

Jestem chrześcijanką. Praktykującą katoliczką. Wciąż zgłębiającą swoją wiarę i pracującą nad duchowością.

Nie mam psa ani kota. Za to mam depresję. Zmagam się z nią od dobrych kilku lat. Mam za sobą zaburzenia odżywiania, stany nerwicowe, epizody bardzo ciężkiej depresji klinicznej. Od kilku lat w wakacje jest dobrze lub względnie, potem robi się znacznie gorzej. Boję się jesieni.

Już nie walczę. Gdzieś jeszcze tli się nadzieja, że to minie. Że będzie inaczej. Ale powoli przestaję w to wierzyć. Teraz uczę się z tym żyć. Żyć z tym, zaakceptować to i drążyć w obszarze, który wydaje się jakkolwiek do ruszenia. Bo to nie jest tak, że wciąż jest źle. Jest tak, że wciąż jest inaczej. Każdy dzień, każdy miesiąc, każdy rok przynoszą rozwój, zmiany, kroki do przodu. I kroki do tyłu. Raz jest lepiej, raz gorzej, ale chyba sumarycznie ku górze. Jestem dość stabilna, na co dzień robię różne fajne rzeczy… pracuję… i to jeszcze z ludźmi. Idzie mi nieźle 🙂

Wciąż szukam swojego miejsca w życiu. Szeroko pojętym. I to mnie trzyma na powierzchni. I pociąga. I rozwija. I każe wierzyć, że pomimo doświadczeń… albo dzięki nim… znajdę wreszcie miejsce, w którym zmięknę i odetchnę. I uśmiechnę się do siebie. I do Boga we mnie.