NIE JESTEM BYLE CZYM!

Nie miałam ochoty niczego pisać. Nadal w sumie nie mam. Albo może mam, ale konkretne rzeczy…. najpewniej nic z tego nie wyniknie, więc trochę szkoda mi sił. Najpierw muszę zmienić tok moich myśli. Na ten temat na razie napiszę tylko jedno. Tylko to, co nie daje mi żyć:

To samo można powiedzieć słowami, które są ostre, ranią jak brzytwa, są niesprawiedliwe, zostawiają bliznę, depczą zaufanie… albo słowami, które poszanują godność drugiego człowieka. Pozwolą na spokojne przyjęcie treści, głęboki oddech. I kilka innych rzeczy. A rany po brzytwie goją się trudno. Zwłaszcza, gdy się paprzą, bo nie było szans na dezynfekcję. Bo zostałeś z brudem wtartym w dłonie. Po tym, jak próbowałeś podnieść się z gąszczu pokrzyw, w który zostałeś wepchnięty w zamian za wyciągniętą rękę.

Zasługuję na szacunek. Zasługuję na wyjaśnienie. Nie jestem byle czym. NIE JESTEM.