Kolejna ściana…

Szafa gra <3 Tylko nie ta nuta…
 
Rosół z królika pyrka powoli na gazie (jaaaaak paaaachnieee!!!!), przede mną kasza z warzywami. PYSZNA. Umrę jutro po niej na brzuch. Ale jest pyszna. Zjem jeszcze trochę. I cydru się dziś napiję. Tak będzie 🙂

 
Pytanie brzmi, dlaczego nie potrafię o siebie tak zadbać na co dzień? Jutro znów zaczynam leczenie. Znów prochy na jelita. Znów milion monet wydanych. Znów strach o to, że nie podołam. Że prochy będę łykać jak trzeba, ale nie pociągnę zmian w żywieniu. I dalej będę gruba i obolała. Boję się, że moja psychika nie nadąży. Że to, co powoduje moje dolegliwości, nie będzie przeze mnie wystarczająco zaopiekowane.
 
Bo ja jestem człowiek teorii. Strasznie trudno mi działać. Próbuję stworzyć doskonały model, doskonały plan, ale on nigdy nie jest IDEALNY. Zawsze czegoś mu brakuje, zawsze coś podświadomie mnie blokuje przed wprowadzeniem go w życie. Wiem, że trudno mi działać i działam pomimo. Ale czasem nawet nie zauważam, że nie działam… Brak działania w pracy wynika z czegoś innego niż brak działania w sferze mojego zdrowia. I chyba ten drugi aspekt tej sytuacji gryzie mnie najbardziej…
 
Tak czy inaczej… to jeden wielki PERFEKCJONIZM.
.
.
.
.
.
.
To on. Stary, dobry znajomy. Radzę sobie z nim na co dzień. Staram się go wykorzystać dla dobra samej siebie, pracy, rodziny, otoczenia. Nie zajeżdżam się. Ale gdy tylko zabraknie mi sił… Robi się jak w kreskówce. Jakiś sok z gumijagód. Albo ten napój z Asterixa… rośnie to w cholerę, pakerskie mięśnie…. nie mam szans. Wtedy przerywam działanie. Staram się ostygnąć. Albo rozmawiam sama ze sobą. Jak szurnięta. Często aż tak nie rośnie. Często wyłazi jak makaron przez dziury durszlaka. Dziad. Taki niepozorny podły dziad. Generator problemów.
Ale to i tak postęp. Tylko prawdziwi perfekcjoniści rozumieją, jak wielki.
 
Pochłania mnie ostatnio analiza tematu mojego braku działania. Czy to tylko ten przegryziony z różnych stron, przeleżały, stary, obrzydliwie jawny perfekcjonizm? A może to strach przed opinią? Może to strach przed stratą? Porażką? Może strach przed samą sobą? A może właśnie niskie poczucie własnej wartości? Kompleksy? Nienawiść do siebie?
 
Co jeszcze?
 
Skąd taka blokada? Skąd wynika ta ściana… kolejna ściana, o którą się obijam? Czuję, że drążę w dobrym kierunku. Niedługo się dowiem. Albo nie dowiem. Pytanie, czy coś z tym zrobię. Mój perfekcjonistyczny umysł sam odruchowo założył, że BĘDĘ WIEDZIEĆ. Że jak będę wiedzieć, to plan będzie doskonały. Że mój intelekt, moja potrzeba zrozumienia ogarnie sprawę!
Otóż nie, droga Z cicha pęk…, zrozumienie owszem – pomoże. Ale bez działania dalej będziesz stać w miejscu, a w najlepszym razie poruszać się ślimaczym tempem.
Tyle. Bij się ze sobą dalej.