Cisza…

Wreszcie zostałam sama. Nie ma nikogo w domu. Jest tylko cisza. Cisza, ja i Cohen. I moje chaotyczne myśli…

Nikt nie gada. Nikt nie jęczy. Nikt nie pyta, gdzie to czy tamto leży. Nikt nie pyta, czy mogłabym to czy tamto podać czy zrobić. Nikt nie pyta, czy może, nikt nie pyta dlaczego… Wreszcie mogę w spokoju usiąść do pracy i uzupełnić zaległości, które mnie zżerają emocjonalnie od tygodnia.

Dlaczego ja tak bardzo potrzebuję samotności i ciszy? Bycia tylko z własną głową? Dlaczego każdą imprezę odchorowuję? Teraz już wiem. Mam nadwrażliwy układ nerwowy. Trudno. Zdarza się. Tylko jest mi czasem przykro, że czasem mam TAKĄ potrzebę samotności, że cieszę się, że nie ma w domu nawet najbliższych. Teraz naprawdę mi z tego powodu niefajnie…