Christus vincit…

Rozpoczyna się Wielki Tydzień. Dla mnie to ważny czas. Zawsze wolałam Boże Narodzenie. Liturgii Wielkiego Tygodnia nie rozumiałam. Lubiłam tylko barokowy przepych mojej dawnej parafii. Aż do czasu, gdy zbliżyłam się, a potem dotknęłam dna. Emocjonalnie. Psychicznie. Duchowo.

Teraz to dla mnie czas refleksji. Nie stoję przy garach. Nie sprzątam. Staram się nie pracować za długo. Zostawiam czas na refleksję. Na spowiedź. Na tych kilka godzin liturgii. Zostawiam po prostu przestrzeń. Na zadumę. Na muzykę wielkopostną. Ja czuję nutą. Widzę słowem. Bez tego nie ma przeżycia. Bez tego nie ma zbliżenia do Boga. Realnego Boga, który jest obecny w moim życiu. Który CHCE być obecny w moim życiu. Wciąż brakuje mi czasu. Wciąż brakuje mi ufności. Wciąż brakuje mi otwartości. Tak wiele pracy przede mną. Chcę tę pracę wykonywać. Bardzo chcę. Ale nie zawsze umiem.

Wiem, że nie wszyscy wierzycie. Wiem, że część z Was jest wręcz walcząca. Ale spróbujcie spojrzeć przez ten jeden tydzień nie na to, co Wam się nie podoba w kościele katolickim, czy w chrześcijaństwie ogólnie.

Zróbcie ćwiczenie psychologiczne. Spróbujcie założyć, że to, co się stało, to była prawda. Albo chociaż potraktujcie to jako bajkę dla dorosłych. Jako doskonałą literaturę z masą inspirujących cytatów. Zamieńcie na chwilę ulubionych poetów na starożytną postać, która jest dla wielu ludzi inspirująca do tego stopnia, że poświęcili dla niej życie. Dosłownie i w przenośni. I są z tym mega mega szczęśliwi. Nie myślcie o księdzu z Grochowa, który powiedział, że palmy nie kupione przy kościele nie przyjmą wody święconej. Spójrzcie na JEZUSA. Poszukajcie w Nim i Jego historii szeroko pojętego Waszego CZEGOŚ. Waszego własnego. Osobistego. Głębokiego. Posłuchajcie trochę muzyki. Będę codziennie wrzucać pieśni. Może jakieś komentarze. Wczujcie się w klimat.

Jeśli wierzycie – bądźcie ze mną. Podzielcie się Waszymi przeżyciami. Waszym samopoczuciem w te święta. Bo dla mnie Święta Wielkiej Nocy zaczynają się dziś. Ja poza cyklicznymi przeżyciami i przemyśleniami związanymi z męką i śmiercią Chrystusa, mam mnóstwo przeżyć osobistych. Zbieram swoje życie do kupy. Znów. Dziś podjęłam ostateczną decyzję o wyrzuceniu klucza. Pięknego, choć zardzewiałego, ciężkiego, ozdobnego, pamiątkowego wręcz. Cisnęłam go za siebie. W ciemny las. Gdziekolwiek. Chlupot. Może wpadł do wody. Tym lepiej. Nie ma. Koniec. Dosyć. Drzwi zamknięte. Zarosną bluszczem i będą tylko blizną na sercu. I jest mi lżej. W sumie nic dziwnego. Duże klucze, nawet te piękne, obciążają. Wierzę, że Zmartwychwstały Chrystus pomoże mi wejść w nowe życie. I nie chodzi o baranki z lukru i jajeczka z czekolady. Dla mnie to przejście w nowe życie to przeżycie wyższego rzędu. Szczególnie w tym roku. Nie symboliczne. Niemal dosłowne.

Spójrzcie na Święta Zmartwychwstania, jako na dzięki Bogu powtarzalne wydarzenie, które ma coś w Was odnowić. Na coś otworzyć. Coś w znacznie głębszej warstwie. Bardzo nieoczywistej. Bardzo niejednoznacznej. Dajcie szansę temu uczuciu żalu. Jakbyście boleli nad tragiczną sytuacją najbliższego przyjaciela. Dajcie szansę wstydowi. Bo On umarł za grzechy każdego z nas. Dajcie przestrzeń temu pełnemu pozytywnego napięcia oczekiwaniu na pierwsze Te Deum tych Świąt. PRZEŻYJCIE tą Wielkanoc całymi sobą. Ciałem, duchem, emocją. Mam nadzieję, że Wam się uda i tego Wam życzę 🙂