Tak bardzo bez tytułu…

Mam przepis doskonały na odchudzanie. Jeszcze się nie ważyłam, ale centymetr zachowuje się jak marzenie. Wygląda na 4-5 kg przez 2 tygodnie. Jaki jest przepis? Spieprzyć sobie relacje. Najlepiej więcej niż jedną na raz. Można na przykład powiedzieć za dużo. Można też powiedzieć za mało. Można jednocześnie powiedzieć za dużo i za mało. Można nie mówić nic. Można chcieć. Można nie chcieć. Można się złamać. Można się też nie dać złamać. Można też wiele innych rzeczy. Istne szaleństwo.

Czytaj więcej „Tak bardzo bez tytułu…”

Po granicy…

Taka twarda byłam wczoraj. Dziś już nie jestem. Ledwo otworzyłam oczy w południe. Nie byłam w stanie wstać do 13. O 14 znów spałam. Potem 3 godziny płakałam. Oczywiście nic nie zrobiłam. Zaległości masa. Pieprznik dookoła mnie, wszystko ciąży, brak decyzji, brak decyzyjności. Znów kaszlę, do tego jestem STRASZNIE opuchnięta, mam buzię jak księżyc w pełni.

Czytaj więcej „Po granicy…”

Like a trash

Shit happens. Mogłabym na tym skończyć i przejść do porządku dziennego. Lubię to zdanie. Po prostu gówno się zdarza. Nie każdy jest zrównoważony (no ja nie jestem, ale chyba mogę założyć, że nie tylko ja ;)), nie każdego mogę zrozumieć, nie każdy chce być zrozumiany, nie każdy ma ochotę na tłumaczenie się. I spoko. Nie oczekuję tego. Naprawdę. Ale są sytuacje, w których po prostu nie jestem w stanie sobie tego przełożyć na język moich emocji.

Czytaj więcej „Like a trash”

„Pozytywne” emocje

Pozytywne emocje to też stres. Odkryłam to już jakiś czas temu i było to dla mnie niemałym szokiem. A teraz to widzę jak na dłoni. Wręcz przygotowuję się psychicznie do pozytywnych wydarzeń, które w oczach innych, są najzwyklejszym dniem, najzwyklejszym spotkaniem, najzwyklejszą relacją. Bo ja nie mam naskórka. Mam żywą skórę. Niczym nie ochronioną. I dotyk skrzydła motyla sprawia głęboki ból.

Czytaj więcej „„Pozytywne” emocje”