Niechcący…

Jednak wyszłam na spacer. I dobrze. I nie umarłam po spacerze. Może dochodzę jako tako do siebie? Odważyłam się pójść tylko dlatego, że moje własne cztery ściany darły się do mnie w niebogłosy. Chaotycznym wrzaskiem. Pojedynczymi okrzykami ryjącymi zmysły. Przebodźcowały mnie. Ściany. Książki. Telefon. Kolorowe zakładki do książek. Talerze. Widelce. Nadpleśniałe jabłko. Nadmiar. Niedobór. Pustka. Przepełnienie.

Continue Reading „Niechcący…”

Farba

Kołdra. Druga. Trzecia. Głowa pod jedną z nich. Koszulka. Druga. Trzecia. Bluza. Sweter. Rozgrzewająca herbata. Leki. Kropelki potu spływające między piersiami. W końcu mam ciepłe stopy. Ale w środku… w kończynach… w brzuchu… w klatce piersiowej… nieroztapialny sopel lodu. Bolesny. Nie dający się niczym poruszyć. Nawet odrobinę.

Continue Reading „Farba”