Moje ciało

Wciąż nie mogę zabrać się za pisanie tego wpisu. Albo tych wpisów. Bo będzie ich więcej. Ciągle coś mi przeszkadza. A to mam tak dobry nastrój, że szkoda mi go sobie psuć refleksjami (rzadko ostatnio nie analizuję), albo mam takiego doła, że nie chcę pod sobą kopać jeszcze głębiej, albo zwyczajnie i po ludzku nie mam czasu… albo… tiaa… paluszek i główka to szkolna wymówka. Rozdrapałam sobie skórkę na wskazującym. Jak to kurde boli! I boli jak walę w klawiaturę. Myślę, że tak naprawdę nie chcę się zmierzyć z tym tematem. Ale się zmierzę. Najwyżej na raty. Bo to jest zbyt ważny temat. Myślę, że nie tylko dla mnie. Stąd ciśnienie.

Continue Reading „Moje ciało”

Dead on Maldives

Czołga. Jakaś cholerna zaraza. Już dłużej niż tydzień. Dziś znów pół dnia ledwo w poziomie dało radę. Drugie pół już musiałam się ruszyć… Mam zaległości w robocie i każdy komentarz, że ojej, a miało być wcześniej, biorę do serca, bo jestem wydelikacona i rozżalona przez to choróbsko. A jeszcze czeka mnie cały weekend intensywnego działania poza domem, nie da się przełożyć.

Continue Reading „Dead on Maldives”